niedziela, 7 października 2018

Quico Catalán: Levante znalazło swoje miejsce w Valencii

Video thumbnail
Prezydent Levante Quico Catalán w obszernym wywiadzie dla dziennika Marca zdradził m.in.: dlaczego mimo wcześniejszych wątpliwości będzie chciał pozostać na swoim stanowisku czy też jakie są jego najbliższe plany związane z klubem.

Levante zdaje się pasować do hasła wielką rzeczą jest być mały?
- W momencie, kiedy klub nie będzie hołdować temu motto, pojawiłby się problem. Nie możemy zgubić naszych wartości i takiej ludzkiej twarzy. Nigdy nie możemy więc porzucić tego hasła. Teraz musimy przy nim trwać i ewentualnie czekać na moment, gdy pojawi się szansa na coś więcej.

52 miliony to koszt utrzymania obecnej kadry (12. w Primera División). Celem nadal jest jednak utrzymanie?
- Nigdy nie można być pewnym tego, że pozostanie się w Primera. Tak naprawdę walczy o to co roku około 14 zespołów. Nie możemy się temu dać zmylić. Wielkim skarbem dla futbolu jest to, że za pieniądze nie da się kupić punktów, ani też utrzymania na koniec sezonu.

Dlaczego zmienił Pan decyzję i najprawdopodobniej będzie Pan walczył o pozostanie na stanowisku prezydenta klubu?
- Jest wiele momentów w życiu, kiedy nie jest się na coś do końca zdecydowanym. Czasem myśli się sercem, czasem głową. Dwa lata temu sądziłem, że 2019 roku będę już musiał powiedzieć sobie dość. Teraz jednak zarówno moje serce, jak i głowa zadecydowały, że to jeszcze nie jest ten moment. Musiałem zdać sobie sprawę z minusów i plusów takiej decyzji. W końcu podjąłem decyzję, że jest tu jeszcze tyle projektów do realizacji, że chcę je dokończyć.

Otrzymał Pan jakieś kuszące oferty, które miały wpływ na te wątpliwości odnośnie pozostania na Ciudad de Valencia?
- Dostawałem pewne telefony, ale żadnych ofert, a już tym bardziej kuszących nie było. Oczywiście mam też zawsze różne inne wyjścia w moim życiu zawodowym, które nie są zupełnie związane z Levante. Niemniej, w międzyczasie zrozumiałem, że nie ma projektu, który wciągnąłby mnie w takim stopniu jak właśnie ten klub.

Jakie projekty zamierza Pan zrealizować w perspektywie najbliższych lat?
- Stworzenie drużyny na miarę Primera División to oczywiście cel podstawowy, ale zarazem najtrudniejszy. Reszta jest dużo prostsza. Chcemy wreszcie uregulować nasz cały dług, który obecnie wynosi około 14-15 milionów euro. Myślę, że uda nam się to osiągnąć do 2034 roku. Dużo spraw dotyczy też infrastruktury - nowego ośrodka szkoleniowego czy modernizacji stadionu.

I jak wygląda sytuacja dotycząca właśnie tej infrastruktury?
- W tym momencie mocno dyskutujemy szczególnie na temat ośrodka szkoleniowego. Pracujemy jednak nad tym już od sześciu lat i póki co efektu naszych starań jeszcze nikt nie widział. Myślę jednak, że w drugim półroczu 2019 roku rozpoczną się prace.

A stadion?
- Działamy w podobny sposób. Zaczęliśmy nad tym się mocniej zastanawiać 2,5 roku temu. Jest to naprawdę ładny projekt, który będzie atrakcyjny dla kibiców pod względem wygody, udogodnień czy atrakcji, ale także architektury. Pierwsza faza prac może rozpocząć się już najbliższego lata.

Levante w 2009 roku obrało podobną drogę ku przetrwaniu jak Valencia, Elche i Hércules. I bez wątpienia, jako jedyny z tych klubów nigdy nie otrzymało grzywny od Unii Europejskiej za pomoc od państwa. Jak udało się to Panu osiągnąć?
- Pomogły z pewnością nasze obligacje. Pamiętam rozmowę z prezydentem Paco Campsem, kiedy planowaliśmy, dokąd zmierzamy. Powiedział mi wtedy, że "ten klub nie upadnie, ponieważ wierzy on w ludzi tu pracujących i tylko musimy im dać szansę, by działać". Wtedy za 93 tysiące akcji oznaczały około 5,65 miliona euro. Jak się okazało, Paco miał rację i myślę, że nasz sukces polegał w głównej mierze właśnie na wiarygodności.

Cud Levante polega na stronie sportowej czy ekonomicznej?
- Największym sukcesem jest, kiedy widzę podczas spotkań ponad 20 tysiące kibiców identyfikujących się z klubem. Każdego razu widzę coraz więcej levantinistów, a wśród nich również wielu młodych ludzi. To nas wyróżnia - Levante to klub żywy, który ma wyznaczony projekt, który dużo dam nam w przyszłości.

Levante przejmuje powoli Walencję?
- Tego nie wiem. To jest bardzo duże miasto, które zmienia się bardzo dynamicznie, ale nie moglibyśmy sobie go wyobrazić bez dwóch klubów w Primera División. Jestem przekonany, że w pewnym momencie nasze odrodzenie może przekonać do przejścia na naszą stronę niektórych mieszkańców miasta. Levante i Valencia to jednak dwa zupełnie inne kluby o innej historii. Oni są od nas znacznie potężniejsi, ale sądzę, że Levante zdołało znaleźć swoje miejsce na mapie miasta. Możemy dalej razem się rozwijać, bo myślę, że Walencja to miasto, w którym jest wystarczająco przestrzeni dla obu naszych klubów.



źr.: własne/Marca | Autor: @P_Przyborowski | foto: Marca

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz