sobota, 12 marca 2016

Kto lepszy w starciu dwóch znokautowanych bokserów? Zapowiedź Derbów Walencji

20. ligowe Derby Walencji derbami, ale dla Levante to po prostu kolejny arcyważny mecz, w którym najważniejsze będą ponownie punkty. Nie kryją zresztą tego sami piłkarze, Verza po ostatnim meczu z Realem Sociedad (zremisowanym przez Żaby 2:2) wspominał w kontekście spotkania z Valencią, że kluczowe będzie odrobić starty do drużyn z bezpiecznej strefy, nie zważając przy tym zbytnio na styl.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Levante znalazło się w obecnych rozgrywkach w niesamowicie ciężkiej sytuacji. Drużyna Rubiego na dziesięć meczów przed końcem ma na swoim koncie zaledwie 21 punktów i stratę sześciu oczek do bezpiecznej strefy. Oczywistą sprawą jest, że Żaby nie odpuszczą walki o utrzymanie, w szczególności, że spośród klubów w nie zamieszane Levante czekają jeszcze starcia z aż czteroma: Sportingiem Gijón, Espanyolem, Granadą i Rayo. W sumie, jeśli się tak nieco zastanowić, do wyścigu o uniknięcie spadku, jeśli przydarzą się czarne serie mogą dołączyć jeszcze trzy inne ekipy: Betis, Deportivo i… Valencia.

Żaby w derbowych starciach z Nietoperzami nie potrafią wygrać, a nawet zdobyć choćby punktu (czy też bramki!) od 2014 roku. Ostatnim strzelcem w Derbach Walencji dla Levante jest José Luis Morales, który w tym tygodniu z utęsknieniem wspominał tamten mecz, mówiąc, że to była jego najpiękniejsza bramka w barwach walenckiego klubu.


Nie ulega jednak wątpliwości, że jak to trafnie ujął Krystian Porębski z VCF.pl, niedzielne spotkanie może być nazwane „Derbami Rozpaczy”. Ten sezon jest bowiem bardzo smutny dla całej piłkarskiej Walencji. Ekipa z Mestalla miała się bić przecież nawet o mistrzostwo, traktując Ligę Mistrzów jako cel minimum. Klub z Ciudad de Valencia poprzez wydanie rekordowych jak na standardy Levante sum transferowych oczekiwał z kolei włączenia się w walkę o europejskie puchary.

Temporada 15/16 brutalnie zrewidowała jednak wielkie wizję prezydentów obu tych niezwykle zasłużonych drużyn. Dość powiedzieć, że obie razem mają teraz na swoim koncie raptem dwa oczka więcej niż czwarty obecnie Villarreal, który jednak w tej kolejce również jeszcze nie grał. Żółta Łódź Podwodna to tak naprawdę największy (i chyba jedyny) bohater całego regionu w obecnym sezonie. Cóż, gdzie dwóch się bije, tam…

Pomijając wszelkie mniejsze (jak to się dzieje w przypadku Walencji) czy większe waśnie pomiędzy kibicami obu klubów, Derby to wciąż są jednak te Derby. Dlatego jutro w samo południe spodziewajmy się rewolwerowej bitwy niczym w filmie Freda Zinnemanna.


Na koniec jeszcze posłowie od wspomnianego już wcześniej mojego drogiego amigo z VCF.pl, czyli przykładu współpracy na linii fanów teoretycznie dwóch zwaśnionych ze sobą zespołów:
W Walencji sezon piłkarski 2015/16 nie wygląda najlepiej. Zarówno Valencia jak i Levante prezentują opłakaną formę. Na dodatek trzecia siła w mieście, Huracán Valencia, została wyrzucona z rozgrywek trzecioligowych. Mimo bardzo dobrej postawy przez kilka sezonów i wielkiego wsparcia ze strony kibiców, zespół najprawdopodobniej zakończy działalność. Klub, który współpracował z Żabami, a Los Ches dał Jaume Domenecha i Nico Esteveza. 
Jakie są stosunki Valencii i Levante chyba każdy wie. To jednak historia bardzo skomplikowana. Najpierw makabryczny żart kibiców Nietoperzy z kotem, potem kibice Żab niosący papierowe trumny z nazwą klubu rywala. Ja jednak wychodzę z innego założenia. Lepszy swój wróg, niż fałszywy przyjaciel i trzymam kciuki, aby zespół z Ciutat de Valencia w lidze jednak pozostał. Zwłaszcza, że nie jest to nienawiść najwyższej rangi. Najlepszym przykładem niech będzie Vicente Rodriguez, który jest wychowankiem Levante, bądź grająca jeszcze legenda Żab – Juanfran czy inny nadal czynny zawodnik z Ciutat de Valencia — David Navarro.
Historia obu zespołów jest zresztą bardzo barwna i ciekawa. To Levante powstało wcześniej. [O ich początkach przeczytacie tutaj]. Valencia ma natomiast swoje korzenie w wielu innych, wcześniej grających zespołach, o czym [możecie więcej dowiedzieć się tutaj]. 
Natomiast wracając na ziemię, czyli do sezonu obecnego, mecz arcyważny i dla jednego zespołu i drugiego. Levante walczy o utrzymanie, a do pewnego momentu wydawało się, że podobny los może spotkać Nietoperzy i los ligowy do końca nie będzie jasny. Teraz sytuacja jest chyba nieco uspokojona. 
Obie ekipy w ostatnim czasie przechodzą metamorfozę. Zarówno Valencia jak i Levante chcą grać w futbol, atrakcyjnie, piłką, ofensywnie. Za odmianę w ekipie Żab odpowiada Rubi, który stoi przed bardzo trudnym zadaniem. W okienku transferowym prezydent Catalan do spółki z dyrektorem sportowym, Manolo Salvadorem, zrobił wszystko aby taka zmiana była możliwa. Przyszło kilku ciekawych zawodników jak Verdu, Cuero czy Rossi. Wreszcie wiatru w żagle nabrał Deyverson, który w początkowej fazie sezonu notował widowiskowe pudła... Zdecydowanie mógł konkurować z Negredo. 
Natomiast jeśli chodzi o Valencię, tutaj nieco nieudolnie zmienić styl gry chce Gary Neville. Niby wie czego chce, ale nie za bardzo potrafi przełożyć to na boisko i czasami ekipa z Mestalla gra naprawdę fatalnie. Potrafi także zagrać całkiem niezły mecz. Nadal duże problemy Los Ches mają jeśli chodzi o skuteczność, a to co dzieje się pod ich bramką, zakrawa o pomstę do nieba. I nie pomaga nawet solidny do tej pory Mustafi, na dodatek, nawet bramkarze zgłupieli i przestają przypominać samych siebie. 
Faworytem derbów Walencji będzie VCF, jednak powiedzieć, że na pewno w tym spotkaniu wygra, to bardzo duże ryzyko. Spotkania derbowe rządzą się swoimi prawami, a Levante wielokrotnie pokazało, że potrafi w tych spotkaniach zaskoczyć. Gdybym miał obstawiać, to powiedziałbym, że spotkanie zakończy się rezultatem 2:1 dla gości.
źr.: własne/VCF.pl | Autor: @P_Przyborowski | foto: Marca, Valencia CF, UESyndication

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz