niedziela, 9 listopada 2014

Na nich mamy sposób. Zapowiedź meczu z Sevillą

Niewiele jest drużyn plasujących się regularnie w górnej połówce tabeli Primera División, z którymi Levante nie przegrałoby od blisko czterech lat. Już dzisiaj kolejne starcie z Andaluzyjczykami, na których od kilku sezonów Żaby mają sposób.

Po raz ostatni ekipa z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán triumfowała nad Levante w styczniu 2011 roku, kiedy to wygrała bardzo przekonująco - 4:1. I choć od tego czasu w obu drużynach wiele się jednak zmieniło, to nieprzerwanie trwa passa meczów Żab bez porażki z tą andaluzyjską drużyną.

Sevilla to drużyna, której chyba nie trzeba przedstawiać. To przecież zwycięzcy ostatniej edycji Ligi Europy czy też zdobywcy Pucharu Króla z 2010. Jeśli cofniemy się o wiele bardziej w historii, to możemy nawet odntować fakt, iż klub założony w roku 1905 prze angielskiego imigranta José Luis Gallegos, w 1946 zdobył mistrzostwo kraju.

Do tamtych sukcesów w ostatnich latach Sevilli było jednak daleko. To wszystko zmieniło się jednak w ostatnim sezonie, w którym za sprawą magicznej ręki Unaia Emery'ego, świetnego specjalisty na rynku hiszpańskim, Sevilla odżyła i zdobyła upragniony puchar, na razie ten za triumf w LE. Teraz plany są już jednak nieco większe, a początek sezonu może wskazywać na to, że być może nie będą one niemożliwe do spełnienia.

Na Ramón Sánchez Pizjuán marzy się bowiem wszystkim powrót do Ligi Mistrzów. Co prawda w ostatniej kolejce Sevilla poległa ze słabo grającym w tym sezonie Athletikiem, to jednak po dziesięciu meczach z 22 punktami plasuje się na piątym miejscu, tracąc zaledwie punkt do trzeciej w tabeli Valencii.

W zespole z Andaluzji w tym sezonie po raz kolejny błyszczy Stéphane M’Bia, który tego lata powrócił z Hiszpanii po wypożyczeniu do swojego macierzystego klubu, czyli Queens Park Rangers, ale ostatecznie wrócił i już na stałe związał się z Sevillą. 28-latek to defensywny pomocnik, a nawet momentami środkowy obrońca, który jednak bardzo lubi w ostatnim czasie strzelać gole, w tym sezonie ma już w lidze na swoim koncie cztery trafienia. Na szczęście w spotkaniu z Levante Kameruńczyka zabraknie, gdyż pauzować on będzie za nadmiar żółtych kartek.

Kluczową rolę od tego lata w zespole Emery'ego odgrywa też Polak, co niewątpliwie nas wszystkich cieszy. Grzegorz Krychowiak kapitalnie wprowadził się do drużyny, wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce i nawet powrót wspomnianego M'Bii nie sprawił, by reprezentant naszego kraju usiadł na ławce. Z pewnością i w dzisiejszym meczu będzie on częstym utrapieniem Barrala i spółki.

Absencji w drużynie naszych przeciwników jest jednak więcej. Zagrać najprawdopodobniej nie będzie mógł podstawowy bramkarz Beto, kontuzjowani są również José Antonio Reyes oraz Vicente Iborra. Szczególnie brak ostatniego z wymienionych będzie dużą startą dla Levante. 26-latek to przecież wychowanek klubu z Estadio Ciudad de Valencia, który rok temu przeszedł do Sevilli za sześć milionów euro.

Również Lucas Alcaraz nie będzie jednak mógł skorzystać w dzisiejszym spotkaniu ze wszystkich swoich zawodników. Kontuzjowani są bowiem Gavilán, Héctor Rodas, Rafael Martins, Toño García i Pedro López. Decyzją trenera do stolicy Andaluzji nie pojechali natomiast El Adoua i Víctor Pérez.

W jutrzejszym spotkaniu Levante na pewno nie będzie łatwo. Sevilla w tym sezonie gra z rozmachem, a zarazem mądrze w defensywie. Miejmy jednak nadzieję, że podczas dzisiejszego starcia na Ramón Sánchez Pizjuán będziemy mogli się emocjonować równie mocno jak podczas ostatniego starcia tutaj, kiedy to Żaby pokonały ekipę Sevillistas po prawdziwym dreszczowcu 3:2.

Przewidywane składy
Levante: Mariño - Vyntra, Navarro, Juanfran, Nikos -  Rubén García, Diop, Camarasa, Ivanschitz - Barral, Casadesús

Sevilla: Beto - Coke, Pareja, Arribas, Trémoulinas - Carriço, Krychowiak - Vidal, Suárez, Vitolo - Bacca 

Sędzia: Carlos Velasco Carballo

Typ Moje Levante: 2:2

foto: Levante EMV

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz