niedziela, 4 maja 2014

Niespodzianka w Walencji! 2:0 z Atlético

Levante sprawiło w niedzielne popołudnie sporą niespodziankę, wygrywając 2:0 z walczącym o mistrzostwo kraju Atlético Madryt. Można powiedzieć, że wystawienie trzech defensywnych pomocników zdało egzamin.

Mecz zapowiadany przez Diego Simeone jako pierwszy z ligowych finałów dostarczył kibicom na Ciudad de Valencia sporo emocji. Co najważniejsze, spotkanie na żywo na stadionie oglądało aż 22 tysiące widzów, spośród nich dużą część stanowili kibice Rojiblancos.

Spotkanie rozpoczęło się od ataków zespołu z Madrytu, jednak jego ataki były łatwo tamowane przez defensorów gospodarzy. Joaquín Caparrós zdecydował się w tym spotkaniu wystawić trzech defensywnych pomocników. Chociaż Mohamed Sissoko grał teoretycznie na lewym boku pomocy, to jednak pełnił również zadania defensywne.

W 7' minucie kibice na Ciudad de Valencia oszaleli z radości. Levante miało rzut rożny, do którego podszedł Pape Diop. Senegalczyk dość udanie zacentrował w pole karne. Piłka odbiła się od Filipe Luísa i wpadła do bramki bezradnego Thibaut Courtoisa. Żaby niespodziewanie objęły prowadzenie.


Od tego momentu Atlético jeszcze bardziej rzuciło się do ataku, ale ani jeden strzał nie zdołał wpaść do bramki strzeżonej przez Keylora Navasa. On sam świetnie wybronił strzał Raúla Garcíę.

Warto dodać, że w pierwszej połowie dwa poważne błędy popełnił sędzia liniowy, który dwukrotnie zauważył niesłusznie na pozycji spalonej Diego Costę.

Na drugą połowę Atlético wyszło w zmienionym składzie. Niewidocznego Davida Villę zastąpił Adrián López, z kolei za Raúla Garcíę pojawił się Arda Turan.

Obaj zmiennicy mieli kilka szans na pokonanie Keylora Navasa. Przed najlepszą stanął pierwszy z nich, jednak w sytuacji sam na sam trafił w słupek.


Z kolei Levante w drugiej części spotkania głównie się broniło, ale wyprowadziło jedną ciekawą akcję, która ostatecznie dała gospodarzom gola. Víctor Casadesús posłał z lewej strony fantastyczne podanie w kierunku Davida Barrala, a ten pokonał belgijskiego bramkarza gości. 30-latek doznał jednak również przy strzale kontuzji, która może wykluczyć go z gry do końca sezonu.

W końcówce goście rzucili wszystkie siły do ataku, ale żaden ostatecznie nie dał im choćby gola kontaktowego. W doliczonym czasie gry podwyższyć prowadzenie mógł jeszcze Sérgio Pinto, ale Portugalczyk w sytuacji sam na sam nie zdołał trafić w bramkę.

Levante w wielkim stylu wygrało jednak u siebie z Atlético 2:0 i podtrzymuje świetną passę przeciwko tej drużynie. Na Ciudad de Valencia ostatnia wygrana Rojiblancos miała bowiem miejsce w październiku 2007 roku. Dzisiejszy wynik na pewno najbardziej ucieszył fanów Realu Madryt, który ma poważne szanse na dogonienie rywala zza miedzy.

Levante UD - Atlético Madryt 2:0 (1:0)
4.05.2014, Estadio Ciudad de Valencia, Walencja, 17:00

Gole: 7' Filipe Luís (gol samobójczy), 69' Barral

Levante: Keylor Navas - Pedro López, Loukas Vyntra, David Navarro, Juanfran - Rubén García (71' Sérgio Pinto), Simão Mate, Pape Diop, Mohamed Sissoko (58' Andreas Ivanschitz) - Víctor Casadesús, David Barral (81' Ángel Rodríguez)

Atlético: Thibaut Courtois - Toby Alderweireld, João Miranda, Diego Godín, Filipe Luís - Raúl García (46' Arda Turan), Gabi, Tiago, Koke (61' Diego) - Diego Costa, David Villa (46' Adrián López)

Kartki: Simão - Godín, Tiago, Turan (wszyscy żółte)

Sędzia: Jose Luis González González

źr.: własne; foto: marca.com

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz